ZASŁYSZANE HISTORIE / Świadek

Przez wiele lat zapisywałem opowieści o dziwnych wydarzeniach, które stały się udziałem zwykłych ludzi. “Zasłyszane historie” to efekt mojej pracy. Aby lepiej się czytało nieco uatrakcyjniłem fabułę, nie rezygnując z prawdy.

W tamtych dniach pracowałem jako strażnik ochrony w redakcji jednego z dzienników. Na kilka minut przed dwunastą w południe zjawiła się kobieta w średnim wieku. Gdyby nie smutny, nieruchomy wyraz jej twarzy, to praktycznie niczym by się nie wyróżniała od innych.

– Ja do redaktora Sawickiego – próbowała się uśmiechnąć, ale jej smutek tylko się pogłębił. – W sprawie artykułu „Tropami mafii”.

Odwróciłem się do telefonu, żeby wykręcić wewnętrzny numer. Nie lubiłem tego dziennikarza. To był taki wiecznie spocony tłustawy drań, który sprzedałby własną matkę, żeby tylko opublikować sensacyjny artykuł.

– Jak ma pani na nazwisko?

Odwróciłem się do nieznajomej, ale tej już nie było. Zobaczyłem jej drobną postać w głębi korytarza przed drzwiami Sawickiego. Pomyślałem, że jakby co, dziennikarz wyprosi ją z pokoju.

Minęło pół godziny, godzina. W pewnej chwili rozległ się krzyk sekretarki. Kobieta stała w otwartych drzwiach pokoju. Pobiegłem. Dziennikarz siedział martwy za biurkiem. Na zalanym krwią blacie leżały jego wyciągnięte ręce z podciętymi żyłami. Co stało się z kobietą? Przeszukaliśmy redakcję, ale jej nie znaleźliśmy.

Przez następne trzy godziny wielokrotnie opisywałem przesłuchującemu mnie policjantowi i prokuratorowi wygląd nieznajomej. Dziennikarz był znaną postacią, podobno otrzymywał liczne pogróżki, no i opisywał działania mafii paliwowej. Ponieważ redakcja była objęta wewnętrznym systemem bezpieczeństwa, policja przejrzała dysk z zapisem ostatnich trzech godzin. Po nieznajomej nie było śladu. Więc z kim rozmawiałem?

Natomiast nagranie z pokoju Sawickiego było… interesujące. O dwunastej w południe Sawicki zaczął coś mówić. Wyglądało jakby się tłumaczył. Potem płakał. Chyba przepraszał, a na koniec scyzorykiem podciął sobie żyły u obu rąk. Według zapisu kamery, w pokoju był sam.

A mnie się wtedy coś skojarzyło. Poprosiłem sekretarkę, by wyszukała artykuł dziennikarza, o którym wspomniała kobieta, ten o mafii. Kiedy znalazła numer w zeszłorocznej wszywce, zobaczyliśmy zdjęcie nieznajomej. Pokazałem  publikację policji. Sawicki chwalił się w tekście, że dotarł do świadka, który widział mafijnego zabójcę gdy ten strzelał do ofiary. I że udało mu się nawet zrobić jej zdjęcie.

– To ona – powiedziałem, stukając palcem w gazetę. – Zjawiła się tu przed południem.

Prokurator popatrzył na mnie obojętnie.

– Niemożliwe – odparł. – Byłem na jej sekcji.
Policja zlekceważyła moje zapewnienia. Wkrótce sekretarka znalazła kolejny artykuł Sawickiego, w którym pismak wylewał krokodyle łzy, że głupiej policji nie udało się uchronić świadka. Drań nie omieszkał też z detalami opisać, że najprawdopodobniej zabójca, na oczach matki, poderżnął dziecku żyły obu rąk.

To dzięki artykułowi morderca trafił na ślad kobiety. Ale Sawicki cały czas tylko oskarżał innych. Przypomniałem sobie smutne spojrzenie nieznajomej. Przyszła, szukać sprawiedliwości. Miałem nadzieję, że teraz znalazła już spokój.

Paweł Szlachetko

Równie ciekawe historie znajdziesz na mojej stronie Audiostory_pl

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Related posts