ZASŁYSZANE HISTORIE / Robaczy ślad

Przez wiele lat zapisywałem opowieści o dziwnych wydarzeniach, które stały się udziałem zwykłych ludzi. “Zasłyszane historie” to efekt mojej pracy. Aby lepiej się czytało nieco uatrakcyjniłem fabułę, nie rezygnując z prawdy.

Kiedy zobaczyłem Jarka, w pierwszej sekundzie nie mogłem uwierzyć, że to on. Dotąd zawsze był pełen energii, wypachniony, modnie ubrany, z wiecznym uśmiechem sytego posiadacza. Teraz, przygarbiony, ciężko powłóczył nogami. Miał na sobie podartą starą jesionkę, wytłuszczone dresy, a na ciemnych z brudu stopach klapały za duże pepegi.

Nie mogłem i nie chciałem zostawić na ulicy najlepszego niegdyś przyjaciela. Co prawda wiele lat temu nasze drogi się rozeszły. On zajął się biznesem, a ja znalazłem miejsce w bibliotece, wśród ukochanych książek. W młodości nierozłączni, pewnego dnia poszliśmy każdy w swoją stronę.

Kiedy zaproponowałem, żeby mnie odwiedził, wykąpał się i na kilka dni zamieszkał, na wychudzonej twarzy zobaczyłem strach.

– To niemożliwe – zaczął bełkotać. – Nie mogę. Nie wolno mi. Nie wiesz, o co prosisz. – Potem lękliwe rozejrzał się dokoła, jakby spodziewał się najgorszego.

– Mieszkam sam – kusiłem – nikomu nie będziesz zawadzał.

Widziałem, że Jarek ledwo trzymał się na nogach ze zmęczenia. Może dlatego w końcu go przekonałem, a po trosze i zmusiłem do ustąpienia.

W domu kazałem się rozebrać i wykąpać. Stare rzeczy wrzuciłem do foliowego worka, a ten wyniosłem na śmietnik. Dałem kumplowi czyste ubranie. Był problem ze zbyt dużymi adidasami, ale jak się je mocniej zasznurowało…

Potem go nakarmiłem. Kiedy jadł, co chwila rozglądał się lękliwie. Potem zaczął obiecywać, że zaraz sobie pójdzie. A jednak, pod koniec posiłku, ze zmęczenia usnął na stole. Kiedy, wspierając go, prowadziłem na kanapę, usłyszałem, jak w półśnie mówił jękliwie: „Nie wolno mi. Oni zaraz tu przyjdą. Muszę iść. Nie pozwolono mi przystawać”.

W nocy obudził mnie szeleszczący chrobot. Jakby ktoś po podłodze szurał zgniatanymi kartkami papieru. I to tłuste brzęczenie. Skąd dobiegało?

Zapaliłem lampkę. Krzyknąłem z obrzydzenia. Na kołdrze siedział szczur, który wpatrywał się we mnie nieruchomymi przekrwionymi ślepiami. Podłoga się poruszała. Skierowałem na nią światło. Żołądek skoczył mi do gardła. Wokół pełzało dziesiątki karaluchów, prusaków, mrówek i innych robaków. W powietrzu brzęczały muchy. Zerwałem się z łóżka i, rozgniatając pełzającą chmarę, skoczyłem do przedpokoju. Krzyknąłem, gdy zderzyłem się z Jarkiem. Zapaliłem światło. Rozdygotany przyjaciel mocował się z zamkiem drzwi. W jego oczach widniało przerażenie.

– Przyszli po mnie – zawołał histerycznie. – A przecież mówiłem. Nie wolno mi przystawać.

Uciekł na klatkę schodową, a ja za nim. On na dworze zniknął w mroku, a ja wskoczyłem do auta i pojechałem do mamy. Następnego dnia wezwałem firmę czyszczącą. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że mieszkanie mam czyste, bez choćby jednej mrówki czy prusaka.

Jakiś czas później spotkałem dawną koleżankę ze szkoły. Poszliśmy na kawę i zaczęliśmy wspominać znajomych. W końcu doszło do Jarka.

Już chciałem opowiedzieć moją z nim przygodę, gdy Danusia powiedziała z  przejęciem.

– Nie wiem czy wiesz, ale pod koniec studiów Jarek założył firmę windykacyjną. Podobno był najlepszy w odzyskiwaniu długów, bo nie miał żadnych skrupułów. Zbił na biedakach majątek. Działał bezwzględnie i na chama. Zastraszone przez niego małżeństwo otruło siebie i paroletniego synka, gdy zagroził, że jeśli nie zapłacą dzieciaka wyśle do sierocińca, a tamtych dwoje do więzienia. Na pogrzebie stara matka przeklęła Jarka wołając, żeby robactwo szło za nim dzień i noc, jak on dotąd szedł robaczym śladem za nieszczęsnymi dłużnikami. I nagle zniknął. Zamknął firmę, zniknął z domu. Nie słyszałeś może, co się teraz z nim dzieje?

Paweł Szlachetko

Równie ciekawe historie znajdziesz na mojej stronie Audiostory_pl

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Related posts